Giant Full-E foto 18

UWAGA! Urządzenie elektryczne, grozi porażeniem! Poraża wyglądem, jeździ po wszystkim i długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Panie i panowie, stało się to co było nieuniknione - ujeździliśmy wreszcie pierwszego e-bike'a.

Michał Bińczak

Wakacje szkolne i studenckie dobiegły końca, nocą temperatury dążą do zera, a dzień coraz krótszy, więc niedługo znów przyjdzie nam mierzyć się z jesienno-zimową depresją i popołudniowymi ciemnościami. Nikt chyba jednak nie ma powodów do narzekań – wszak ostatnie kilka miesięcy rozpieściło nas pogodowo do granic przyzwoitości, a liczba słonecznych i gorących dni z pewnością usatysfakcjonowała wszystkich miłośników letniego wypoczynku i powiązanych z nim aktywności.

Zdaję sobie sprawę, że wśród braci i sióstr cyklistów mogę należeć do mniejszości, ale kwalifikuję się do stworzeń ciepłolubnych, które na chłodniejszą połowę roku rower odstawiają w kąt i przerzucają na inne hobby. Zanim to nastąpi – podzielę się jeszcze z wami wrażeniami z niedawnej sprzętowej przygody jaką było kilkanaście dni spędzonych z pewnym elektrycznym cudem. Na naszym portalu to zagadnienie bądź co bądź premierowe toteż postaram się ująć je w nieco szerszym kontekście i przy okazji odpowiedzieć na parę pytań, które jeszcze kilka miesięcy temu sam chciałbym zadać.

Giant Full-E foto 08

Geneza przypadku

Powszechna elektryfikacja personalnych środków transportu trwa w najlepsze, a wokoło przybywa przeróżnych pojazdów, które mają nas przemieszczać z miejsca na miejsce wygodniej, taniej , ciszej i oczywiście bardziej ekologicznie. Na ulicach pojawiło się więc całe mnóstwo zmodyfikowanych hulajnóg czy deskorolek, a także nowości w postaci hoverboardów, monowheeli i tym podobnych wytworów nowoczesnej inżynierii użytkowej.

Oczywiście proces ten nie pominął najbliższej nam kategorii jednośladów, która wręcz idealnie się do tego nadaje. O ile jednak małe silniki elektryczne wydawały mi się naturalnym i przydatnym rozwiązaniem w przypadku rowerów miejskich – o tyle na podobne eksperymenty w segmencie MTB patrzyłem (delikatnie mówiąc) sceptycznie. Może nie na tyle, żeby od razu organizować pikiety protestacyjne i kampanie sprzeciwu, ale zwyczajnie zastanawiałem się „Po co to komu?”. Ani to ładne, ani słuszne, a do tego koszmarnie drogie.

Giant Full-E foto 05

Minęło kilka lat i nagle zdałem sobie sprawę, że eMTB z nowinki o niewiadomej przyszłości stało się w pełni dojrzałą koncepcją, która przebojem zdobyła rzesze fanów i wywalczyła stałe miejsce w katalogach wszystkich liczących się producentów na rynku. Odkryłem również, że moja początkowa niechęć przerodziła się w olbrzymią ciekawość, więc gdy tylko na horyzoncie zamajaczyła szansa przetestowania górskiego e-bike’a to natychmiast zapragnąłem zweryfikować wyobrażenia i przekonać się na własnej skórze jak dodatek prądu zmienił oblicze mojego ulubionego sportu. Suma summarum dopiero w roku 2018 jako pierwszemu z ekipy przyszło mi stanąć oko w oko z tematem i posmakować go w pełni dzięki użyczeniu nam do testu ścieżkowego modelu Full-E+ 1.5 PRO ze stajni Gianta.

Giant Full-E foto 19

O co chodzi z tymi 25km/h?

Zanim przejdę do sedna – sądzę, że warto wcześniej rozszyfrować magiczne 25km/h spotykane w specyfikacjach znakomitej większości e-bike’ów. Aby to zrobić musimy sięgnąć na chwilę do europejskiej legislacji i odnaleźć w niej definicję roweru, która stanowi między innymi, że „…dopuszcza się napęd elektryczny zasilany napięciem nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h”. Znam osoby, którym wydawało się, że owe 25km/h to wartość dodawana do prędkości uzyskanej przez pedałującego. Tak różowo niestety nie jest – wspomaganie generowane jest wyłącznie do poziomu 25km/h, a następnie płynnie maleje przez kolejne 2,5km/h by przy prędkości ok. 27,5km/h wyłączyć się zupełnie i pozostawić kolarza na łasce jego aktualnej kondycji.

Przyczyną tak sformułowanych przepisów są następstwa potencjalnych wypadków jakie mogliby spowodować cykliści poruszający się po ścieżkach rowerowych z prędkościami przelotowymi przekraczającymi 50km/h. Nie mówię, że nie jesteśmy w stanie osiągać takich wyników wyłącznie przy pomocy siły mięśni, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie robi tego w miejskim tłumie, prawda?:) Owszem istnieją w sprzedaży modele wykraczające poza w/w limity lecz nie mogą być już wtedy traktowane przez prawo jako rower, a w celu dopuszczenia ich do ruchu będzie niezbędna odrębna homologacja. Tak na marginesie – zgodnie z poprawną terminologią nazwa „e-bike” zarezerwowana jest dla konstrukcji, które mogą być rozpędzane tylko przy użyciu silnika elektrycznego, natomiast rower zwyczajowo określany jako „e-bike” to tak naprawdę tzw. „pedelec” (od: pedal electric cycle) czyli pojazd wspomagany (w skrócie: nie pedałujesz – nie pojedziesz). Brzmi słabo i można przypadkowo pomylić z „padalcem”, więc uznajmy, że wspomniałem o tym tylko w ramach ciekawostki :P

Giant Full-E foto 04 Giant Full-E foto 07

Nowy poziom zabawy

W celu uzyskiwania owych 25km/h Giant zastosował powszechnie chwalone rozwiązanie Yamahy - jednego z trzech najpopularniejszych producentów silników do e-bike’ów (dwaj pozostali to Bosch oraz Shimano). Nie wybrano jednak najłatwiejszej drogi i do gotowej technologii dorzucono przysłowiowe 3 grosze. Zaowocowało to narodzinami odrobinę stuningowanych wersji napędu Japończyków, ochrzczonych nazwami SyncDrive Life, Sport oraz Pro i przygotowanych do odmiennych obszarów zastosowania - od miasta po dzikie szaleństwa na górskich szlakach. Różnice dotyczą między innymi poziomów oferowanego wspomagania oraz maksymalnej kadencji, do której silnik dostarcza wsparcie.

Giant Full-E foto 05

Ku mojej uciesze testowany delikwent posiadał najmocniejszą wersję przeznaczoną do maszyn ukierunkowanych na generowanie adrenaliny i w jego przypadku już na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z rasowym okazem. Pełne zawieszenie w połączeniu z oponami 2,6", masywnym układem napędowym oraz sporej wielkości baterią to dla przeciętnego zjadacza chleba widok niecodzienny i potrafi przykuć na dłużej zaciekawiony wzrok. Przy tym wszystkim rower wygląda całkiem zgrabnie i daleko mu do (nie bójmy się użyć tego określenia) szpetnych konstrukcji sprzed kilku lat gdzie akumulator wyglądał jak obca narośl (tudzież wyrób DIY), co ewidentnie psuło ogólną prezencję. Tutaj wszystko współgra w stopniu co najmniej dobrym, a dodatkowe, wynikające ze specyficznego charakteru elementy zamontowano z należytym rozmysłem i w sposób nie budzący zastrzeżeń.

Giant Full-E foto 11

Niesamowite przyspieszenie. To pierwsze co mnie zaskoczyło i wywołało ten najszerszy typ uśmiechu, który uwzględnia całe uzębienie. Giant przywitał mnie też niebywale wygodną pozycją. Siedzimy mocno przesunięci do tyłu dzięki czemu odciążone są dłonie i o wiele łatwiej kontrolować wszelkie manewry. Oczywiście ruszałem z najwyższego ustawienia silnika dostarczającego najwięcej procentowego „dopalania”. W napędzie SyncDrive Pro do dyspozycji mamy bowiem 5 trybów pracy: ECO (100%), Basic (175%), Active (250%), Sport (300%) oraz Power (360%). Zarządza się nimi przy pomocy wygodnej manetki, a wszystkie niezbędne informacje wyświetlane są na centralnie umieszczonym ekranie komputera spełniającego ponadto rolę klasycznego licznika rowerowego.

Giant Full-E foto 14 Giant Full-E foto 15

Do prędkości granicznej 25km/h rower rozpędza się momentalnie i jak później odkryłem – wcale nie potrzeba do tego wysokich nastaw. Od płaskiego do umiarkowanie trudnego terenu w zupełności wystarcza tryb ECO gwarantujący utrzymanie tempa w okolicach 26,5km/h bez większego wysiłku. Na dojeździe do trasy docelowej nie wydarzyło się ponadto nic wartego odnotowania… a później jak zwykle się zaczęło…

Zdarzało nam się w przeszłości chwalić różne rowery lub ich cechy, które sprawiały, że można było mierzyć się z trudniejszymi wyzwaniami czy pokonywać je w bezpieczniejszy sposób. Pamiętam swoje doświadczenia z pierwszych kilometrów na ramie z pełną amortyzacją, na plusowych oponach, zaznania zalet trailowej geometrii. Taki Full-E to swoista kombinacja wszystkich tych elementów + dodatkowo drugie tyle. To już nie jest kwestia wyboru łatwiejszej lub trudniejszej ścieżki – to możliwość samodzielnego ich wyznaczania.

Giant Full-E foto 02

Moc pod pedałami jest po prostu kosmiczna. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że e-bike niczym mnie nie zaskoczy, że umiem wyobrazić sobie jak elektryczne wspomaganie wpływa na jazdę. Myliłem się. Tego trzeba spróbować samemu. Nagle czujesz się jak najlepiej wytrenowany zawodowiec, który z dziecinną łatwością pokonuje podjazdy o nachyleniu kilkunastu procent. Nagle gładko przejeżdżasz przez miejsca, gdzie nigdy nie przyszłoby ci do głowy znaleźć się na rowerze. Nagle mkniesz przez znajome trasy z rekordową średnią, którą utrzymujesz niezależnie od przeszkód, nawierzchni, różnicy w poziomach czy nagłego hamowania. A przede wszystkim – cały czas pedałujesz, cały czas dajesz coś od siebie. A jeśli jakiś rolnik poprosi o pomoc w zaoraniu pola to wystarczy podpiąć pług, pstryknąć na tryb POWER i ognia. Poniosła mnie fantazja...

Giant Full-E foto 12 Giant Full-E foto 13

Zabawa nie byłaby tak beztroska gdyby nie dobrze skomponowana amortyzacja, a w przypadku Gianta oparto ją naturalnie o własny, sprawdzony i od lat uznawany za jeden z najlepszych systemów na rynku - Maestro. Współpracuje z nim nowoczesny, solidny damper Rock Shox Deluxe RT z bezpośrednim mocowaniem Trunnion, który od premiery w 2016 roku jest mocnym punktem w ofercie amerykańskiej marki. Z przodu postawiono natomiast na widelec Fox Rhythm będący udaną próbą przeniesienia charakterystyki pracy wyższych modeli do niższej półki cenowej. To praktycznie bezobsługowy zestaw, który z miejsca zapewni bardzo dobre rezultaty i nie będzie wymagał wielu regulacji.

Giant Full-E foto 03

Opony Maxxis Rekon w rozmiarze 27.5x2.60 są ewidentnym kompromisem wypadającym gdzieś pomiędzy szybkością, a przyczepnością i o ile nie zechcemy zaszaleć na błocie – będą porządnie trzymać się podłoża i toru jazdy. Tym bardziej, że z elektrycznym bonusem możemy zejść do naprawdę niskich ciśnień i nie przejmować się zbytnio watami utraconymi przez zwiększone opory toczenia. Dzięki przesuniętemu przez baterię środkowi ciężkości rower idzie na podjazdach jak przyklejony i bez konieczności pamiętania o przyjęciu odpowiedniej pozycji. O zerwaniu któregoś z kół bez wyraźnej intencji praktycznie nie ma mowy. Nie mogę powiedzieć również złego słowa o hamulcach. Shimano BR MT500 dają radę, a tarcze w rozmiarze 2x203mm zapewniają dodatkową dawkę siły oraz niższe temperatury pracy.

Giant Full-E foto 09

Całą frajdę psuje w tym wszystkim wyłącznie koncepcja napędu gdzie wybór 2x10 okazał się kompletnie nietrafiony. Od dawna jestem fanem jednej zębatki z przodu, a w e-bike’u o takiej specyfikacji przednia przerzutka to co tu dużo kryć - po prostu element zbędny. Zastosowanie 1x11 byłoby zdecydowanie lepszym pomysłem gwarantującym uproszczenie konstrukcji (w której i tak już sporo się dzieje) przy jednoczesnym zachowaniu możliwości pokonania każdego wzniesienia. Uniknięto by w ten sposób również problemów w trakcie zmiany przełożeń powodowanych przez nienaturalnie wysoki moment obrotowy. Oddzielną kwestią jest przyspieszone zużycie korby, kasety i łańcucha, ale nic na to nie poradzimy – taka już natura e-rowerów gdzie działają na te części o wiele większe siły i naprężenia.

Giant Full-E foto 10

Warto wspomnieć

Zespół akumulator+silnik ma swoją masę i niestety tego również nie sposób przeskoczyć. Dosłownie i trochę w przenośni ponieważ ewentualne dropy mogą niewprawnego jeźdźca boleśnie skarcić. Przód ciąży niemiłosiernie co wymaga rozwagi popartej doświadczeniem. W innym przypadku ryzykujemy wysoce nieprzyjemnymi obrażeniami. Latać trzeba umieć, a tutaj trzeba umieć jeszcze więcej… chociaż nie to, że się nie da :) Jeśli nie planujemy odrywać się od ziemi to waga zupełnie nie przeszkadza, a zwinność okazuje się zaskakująco wysoka. Inna kwestia to czynności dnia codziennego. Wierzcie na słowo – ulokowanie 23-kilogramowego Gianta w bagażniku kompaktowego sedana to wyzwanie, dzięki któremu można spokojnie odpuścić jedną serię na siłowni (nie wspominając o zgrozo o wnoszeniu go po schodach). Swoją drogą gdyby ktoś pytał – standardowe bagażniki dachowe odpadają ze względu na zbyt małą wytrzymałość. Lepiej nada się do tego wersja na hak holowniczy. Co do prowadzenia, a raczej podprowadzania – o tym akurat pomyślano. W manetce znajduje się specjalny przycisk uruchamiający tryb wspomagający do 5km/h co ułatwi wtoczenie roweru pod górę… o ile znajdzie się taka, na którą po prostu nie wjedziemy.

Giant Full-E foto 16 Giant Full-E foto 21

Czy 25km/h to nie za mało? I tak i nie – to zależy. W urozmaiconym terenie prędkości raczej mi nie brakowało, ale wyobrażam sobie, że takie 30km/h byłoby niezwykle satysfakcjonujące na dojazdach i naturalnie szybkich szutrówkach. Więcej to przesada – przynajmniej w MTB.

Na jak długo wystarcza bateria? Pytanie kluczowe. Powiedziałbym, że na wystarczająco długo (500Wh to końcu nie przelewki). Najdłuższa trasa, która liczyła ponad 70 kilometrów w zróżnicowanych okolicznościach przyrody i z wykorzystaniem wszystkich trybów wspomagania spowodowała zużycie ok. 60%. Niektóre źródła twierdzą, że można pokonać nawet do 2000m przewyższenia w co jestem w stanie uwierzyć. Marzy mi się próba na Śnieżka Uphill Race, ale obawiałbym się linczu ze strony wycieńczonych kolegów na tradycyjnych maszynach.

Co w przypadku wyczerpania akumulatora w trasie? No cóż… powerbankiem wiele nie zdziałamy, więc trzeba dzwonić po taksówkę lub znajomych, którzy zechcą podjąć wyzwanie i odszukać nas w środku lasu. Oczywiście żartuję – bez włączonego silnika to wciąż pozostaje normalny rower górski. Owszem, sporo cięższy i być może minimalnie bardziej angażujący wysiłkowo, ale do domu dotrzemy bez problemu.

Giant Full-E foto 17

Ja chcę więcej...

E-rzeczywistość stała się faktem i wszystkie liczące się marki inwestują w rowery wspomagane. Oferta Gianta na rok 2019 również została mocno poszerzona, a w kolejnej generacji znajdziemy jeszcze lepszy wygląd, mocno skrócone czasy ładowania akumulatora i szereg innych udogodnień funkcjonalnych o czym pisaliśmy w relacji z Demo Day. Głównym problemem wciąż pozostaje cena. Poniżej 10 000zł raczej nie znajdziemy nic godnego uwagi, a pierwsze sensowne propozycje eMTB zaczynają się w granicach 15 000zł. W każdym razie ja za sprawą tej skromnej przygody z chłodno nastawionego sceptyka stałem się fanem e-bike’ów i z wielką ciekawością będę obserwował ich rozwój. Szczegółową specyfikację roweru znajdziecie tutaj, ale biorąc pod uwagę, że jest to model schodzący – proponuję odwiedzenie witryny internetowej producenta, gdzie czeka wiele interesujących nowości.

Giant Full-E foto 01

 

Tagi Full-E+ 1.5 PRO, e-bike, rowery elektryczne, rowery full suspension, Giant, rower ścieżkowy, trail, opony 27, 5+, SyncDrive, test roweru Giant, napęd elektryczny